Na końcu świata, czyli w Warszawie



Warszawa – z czym nam się kojarzy? Luksus dla wybranych? Cywilizacja, nowoczesność? Oficjalnie mieszka tu 1,7 miliona ludzi, średnia zarobków najwyższa w Polsce, Metro Warszawskie, liczące aż DWIE nitki, blisko 80 muzeów, około 30 teatrów i tyle samo kin. Jeżeli którakolwiek lokalizacja nad Wisłą stanowi synonim wysokiego poziomu życia albo łączności z wielką Europą – listę zawsze otwiera stolica.

Siedząc w kawiarni na Krakowskim Przedmieściu albo przemierzając Galerię Północną (której Tarchomin latami wyczekiwał jak zbawienia) łatwo zapomnieć, że nawet w takiej metropolii można znaleźć miejsca odcięte od świata, wyizolowane, gdzie wróble zawracają, a psie szczekanie to dźwięk tak egzotyczny, jak – nie przymierzając – wycie małpy. Uwierzcie mi, nie ma w tym ani grama przesady; bez własnego samochodu dotrzeć ciężko, wydostać się jeszcze trudniej, a na wsparcie lokalnej społeczności nie zawsze można liczyć. Nie zawsze takowa istnieje.

Styczeń upłynął mi głównie pod hasłem wycieczek. Nie pojadę tu i tu, nie zrobię wywiadu, nie napiszę...czegoś tam, to mogę się pożegnać z zaliczeniem przedmiotu. Chcąc zachować prestiż własnej osoby, tymczasowo przestałam uprawiać turystykę kulinarną i przerzuciłam się na coś bliżej trekkingu, bo wędrówki, jakie odbywałam po zapomnianych terenach Warszawy trudno określić inaczej. Spóźniając się na autobus 245, stawałam przed koniecznością pokonania 2 kilometrów na piechotę. Większość pojazdów kończy kurs na przystanku PKP Olszynka Grochowska (jeżeli startować z Pragi) albo mija przystanek Gontarska (jeżeli startować z Rembertowa). W pierwszym przypadku oznacza to przeprawę kładką nad torami, kilka razy torami bez kładki (nie zawsze legalnie) i dalej pieszo przez siebie. W las.

Tabliczka Rezerwat przyrody Olszynka Grochowska była ostatnim ujrzanym śladem bytności ludzkiej. Teraz pytanie – iść dalej? Nikt nie zapuszcza się tu bez potrzeby. Podejmujesz wyzwanie, bo zapewne jesteś studentem, pędzącym na praktyki w Areszcie Śledczym w Warszawie-Grochowie. W gorszym przypadku: odwiedzasz osadzonego tam krewnego. I teraz dopiero rozumiesz, czemu obiekt potocznie zwie się Kamczatką. Samotny rowerzysta szybko staje się twoim najlepszym przyjacielem, przewodnikiem, mogącym wskazać drogę do miejsca, gdzie opuszczonych budynków będzie mniej. Póki co, idziesz asfaltem, po prawej mając bezkresny bór, a po lewej zaniedbane, niezamieszkane domki na zarośniętych działkach. 






Tak, dobrze widzicie. To jest TEATR. Drugi powód, dla którego czasem warto się tu zapuścić. Wiem, że teatru wybitnie nie przypomina. Nikt nie stawia świątyni sztuki w środku lasu, gdy wiedzie doń mieszanka błota i kostki brukowej z lat 70. – ale ten teatr jest CZYNNY. Ma własną stronę internetową, aktorów i regularne przedstawienia, zarówno sceniczne, jak i uliczne. Brzmi zachęcająco? Ponoć sztuka winna być nietuzinkowa, niebanalna w przekazie – a wspomniana forma zapowiada szczególne przeżycia. Pojawię się kiedyś, dam szansę. Bo cenię niezwykłość.

Na końcu trasy autobusu 245 jest jeszcze coś do pokazania. Prawdziwe getto warszawskie. Nie, nie powstało one jako element eksterminacji jakiejkolwiek ludności. Ale nie żyje się tam dobrze. We współczesnym użyciu getto stanowi obszar odizolowany od reszty miasta, co w naturalny sposób sprzyja przestępczości i szerzeniu się patologii. Osiedle Dudziarska, zlokalizowane daleko za torami kolejowymi, założone jako nieudany eksperyment społeczny w latach 90. Chyba nie ma w stolicy bardziej niedostępnego miejsca. Trzy bloki, wewnątrz nieduże mieszkania, zapełnione wyeksmitowanymi z innych dzielnic rodzinami. Brakuje nawet skromnego sklepu spożywczego z podstawowymi artykułami do życia. To nie są mokotowskie Stegny, słynny Muranów z osiedlem przy Stawki, to nie kolejne blokowisko na Bródnie, z którego pójdziesz na bazar przy Kondratowicza albo na skwer pod wezwaniem Grzegorza Ciechowskiego. Tubylcy wiedzą lepiej ode mnie, czym jest koniec świata. Oto Warszawa właśnie!




Kij ma dwa końce, a stolica znacznie więcej. Opowiem jeszcze, jak dzikie zakątki można tu dostrzec – bo nie tylko w Bieszczadach czy w Beskidzie są tereny zapomniane, tajemnicze, ale także w dużych miastach. Dobitnie chyba wykazałam, że nawet blisko Śródmieścia są trasy na samotną wędrówkę, ułatwiającą wyciszenie i refleksje nad własnym życiem. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ciemna strona ambicji – tragikomiczna historia japiszona z Lemingradu

Szkoła imienia Japiszona Wielkiego – druga część poczytnej opowiastki o rozczarowanej młodzieży

Wszystkie kobiety japiszona - trzecie spotkanie z najmłodszą warszawką