Wiedźmy nie będą istnieć, gdy przestaniesz je palić



Za nami Halloween – demonizowane święto, którego wpływu obawiały się zastępy nawiedzonych katechetów pod marką Frondy czy Polonii Christiany (dobrze to odmieniłam?). Słuchałam już wyliczanki okropieństw, czekających tego, kto ulegnie czarowi zachodniej tradycji. Specyfika tychże przykrości sprowadzała się do opętań, skrzywionej psychiki, problemów w relacjach międzyludzkich – ogólnego zamętu, spowodowanego działaniem sił nieczystych. 

Wspomnianych historyjek nie wzięłam sobie do serca. Święto, znane obecnie w całej Europie, ogranicza się do wymuszania na sąsiadach okupu; kilkulatek zbiera cukierki, opcjonalnie orzechy lub ekologiczne rodzynki. Starsze dzieci – takie po dwudziestce – wolą oglądać horrory. Biorąc pod uwagę jakość współczesnych filmów grozy, jestem pełna współczucia. Nie oszukujmy się, większość bazuje na tandecie (czytaj: jump scare) oraz motywach, rozpowszechnionych pół wieku temu.

Nie znam jednak nikogo, kto 31 października odprawił Czarną Mszę.


Za przykładem Fausta

W polskim społeczeństwie panuje jakiś irracjonalny lęk wobec kultury Zachodu. Naśladowanie wyglądu duchów, diabłów i czarownic skłoniło kilka parafii do stworzenia konkurencyjnej imprezy, czyli Balu Wszystkich Świętych. Nie byłam uczestniczką podobnego zdarzenia (jeszcze dużo przede mną), ale żywot świętej Agaty czy Maksymiliana Kolbe wyglądałby DOŚĆ OSOBLIWIE, gdyby odtwarzał go sześciolatek. Odsyłam do literatury hagiograficznej.



Nie czepiam się mieszkańców Nieba. Przebywają na wiecznym urlopie, więc nie dotyczy ich nawet połowa naszych problemów. Czepiać się będę tych, którzy chcą siać panikę w społeczeństwie. Z dziecinnej, głupawej zabawy o podobnym rodowodzie do naszych Andrzejek czynią kult satanistyczny, zwalczając go później metodami średniowiecznymi. Skąd to zagrożenie dla duchowości chrześcijańskiej, skoro niekiedy bardzo pobożni Amerykanie obchodzą święto straszydeł – i nikt ich za to nie gani?

Czy aktor, wcielający się w rolę psychopatycznego mordercy, rozwija w sobie skłonności do popełniania zbrodni?

Czy dwudziestolatek, oglądający dzieje wampirów, zacznie bać się krucyfiksów?

Czy maluch, zakładający kostium zjawy, zapragnie ją kiedyś wywołać?

I wreszcie – czy ten sam maluch, kupujący rogi diabelskie, wykonane z tandetnego, chińskiego plastiku, zdecyduje się kiedyś zawrzeć faustowski pakt w zamian za swą czyściutką, dziecięcą duszyczkę?

Wyznaję zasadę, że jeśli ktoś wszędzie widzi działanie diabła, to znaczy, że już został opętany. Czart nie przypomina kozłopodobnego stworka, którego wizerunkiem uraczyli nas Słowianie. To byłoby za proste. Czartowi zależy na ludzkim nieszczęściu, zrywaniu relacji międzyludzkich, a więc – również międzykulturowych.

 

Z motyką na słońce

Skoro już wspomniałam o Andrzejkach, wypada, abym dodała, że wielu Polaków stawia je wyżej niż amerykańskie święto straszydeł. Na ogół podają trzy przyczyny.

Pierwsza: są nasze.

Druga: nie zbiegają się w czasie z początkiem listopada, będącym okresem niekoniecznie smutnym, ale na pewno poważnym, pełnym zadumy.

Trzecia (z punkt widzenia niniejszego tekstu najistotniejsza): nie są tak przerażające jak  Halloween. Mniej jest potworów, a więcej odkrywania dawnych zwyczajów ludowych.

To prawda, nie ma potworów – i może dlatego Andrzejki zanikają. Nie wiem, nie jestem kulturoznawczynią. Zorganizowanie wieczoru pełnego wróżb wymaga pewnej kreatywności, sięgnięcia do mądrości przodków, fantazji, aby wymyślić dość atrakcji. Szkoły, świetlice, domy kultury idą po linii najniższego oporu – po prostu wyprawiają kolejną dyskotekę.



Dla kogoś, kto nie chce się wysilać, kto nie jest badaczem wróżb i zabiegów magicznych, Andrzejki pozostają świętem nijakim, nieprzywodzącym żadnych skojarzeń. Równocześnie Halloween wjechało z gamą chwytliwych atrybutów: uczucie grozy, wydrążone dynie, kostiumy straszydeł, gadżety z wizerunkiem nietoperzy i pająków. Wiadomo, jak się bawić.

 

Fundamentalizm, odmiana: parafialna

Jestem osobą, która uwielbia organizować przyjęcia (podkreślam: przyjęcia, nie pijackie imprezy). Cieszę się, gdy mogę ściągnąć kogoś do domu, udekorowanego specjalnie na daną okazję, podać wyszukaną potrawę, posłuchać klimatycznej muzyki. Lubię niecodzienną, niezwykłą atmosferę, gdy wszystko jest eleganckie i dopracowane.

Ale lubię też, gdy mnie zapraszają. Byłam kiedyś na fantastycznej halloweenowej prywatce. Ciemny pokój, kolorowe lampki, słodkie przekąski na stole, gry planszowe i karciane. Panował MAGICZNY klimat, w pełnym tego słowa znaczeniu. Lubię Halloween.

Wszystkich Świętych lubię trochę mniej, choć wtedy wyjeżdżam do (żyjącej) rodziny na Lubelszczyznę. Rzadko się widujemy. 

Lubię także Andrzejki, nawet, gdy wróżby totalnie się nie sprawdzają. Kiedyś podano mi dużą, czerwoną kartkę, na odwrocie której wypisano męskie imiona. Wręczono szpilkę, kazano wbić. Wtedy usłyszałam, jak zwie się mój przyszły mąż: ROMAN. Pokolenie milenialsów raczej nie obfituje w takich.

Każde z wymienionych świąt jest potrzebne i każde coś wnosi. Mam podstawy, aby cieszyć się każdym z nich – jestem Polką, Słowianką, Europejką. Mam rodzinę wśród żywych, wśród umarłych, wśród ludzi i zwierząt. A poza tym jestem czarownicą.

 

Mówisz, że nie wierzysz w czarownice? To przestań je palić na stosie. Im więcej stosów budujesz, tym bardziej się ich lękasz.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ciemna strona ambicji – tragikomiczna historia japiszona z Lemingradu

Szkoła imienia Japiszona Wielkiego – druga część poczytnej opowiastki o rozczarowanej młodzieży

Wszystkie kobiety japiszona - trzecie spotkanie z najmłodszą warszawką