Miłość na ekranie, czyli pięć filmów o uczuciach (naj)wyższych

Rozpoczął się luty, za chwilę Walentynki, więc pewnie część z Was szuka czegoś tematycznie związanego. Postanowiłam zaprezentować kilka propozycji filmów o miłości trudnej, napotykającej rozmaite przeszkody, ale (czasami) szczęśliwej i spełnionej. Z tego też względu nie będzie Titanica, zabraknie polskich komedii romantycznych pokroju Jak poślubić milionera (wszyscy krytycy mogą odetchnąć z ulgą), nie będzie Zmierzchu ani produkcji, w których wątek miłosny odgrywa rolę czwartoplanową. Wybaczcie...


1. Dusza i ciało (Idikó Enyedi, 2017) 

Romans w pracy nie wydaje się niczym dziwnym.....Chyba, że pracujesz w rzeźni. Młoda, zamknięta w sobie kontrolerka jakości, mimo wysokich kwalifikacji i genialnej pamięci niezbyt jest lubiana; jej brak zdolności do współistnienia z innymi rodzi pytanie o zaburzenia ze spektrum autyzmu. Prawdą jest, że autystycy / aspergerowcy tak samo potrzebują bliskości – tylko zyskać ją trudniej...
W sąsiednim budynku piastuje wysokie stanowisko kierownicze pan koło sześćdziesiątki. On mógłby być bliżej ludzi, ale się zraził. Chroni się w gabinecie, bo zajmowany stołek nie wyleczył go z zaniżonej samooceny. Udaje surowego, zgryźliwego – a wewnątrz po prostu cierpi. I tak pewnego dnia on, zarządzający finansami ubojni i ona, czuwająca nad klasyfikacją wołowiny, spotykają się podczas obiadu w zakładowej stołówce. Starają się nawiązać rozmowę. Próbują, choć jest to droga przez mękę.
Z czystym sumienniem mogę stwierdzić, że Dusza i ciało to najbardziej udany film ostatnich lat. Nie jest lekką komedyjką romantyczną, z banalną fabułą i tandetnym humorem. Pierwsze dwie sceny pozwalają odcedzić odbiorców; zostaną ci, którym nie przeszkadza wolna akcja. Albo mięso na białej podłodze. To dzieło bardzo specyficzne – ciekawe, ale wymagające cierpliwości. Na zachętę posłuchajcie sobie What he wrote Lary Marling. Piosenka pojawia się gdzieś w połowie filmu i idealnie wpisuje w konwencję.


2. Mój Anioł (Harry Cleven, 2016) 

Główne przesłanie czuć po dziesięciu minutach: Najważniejsze jest niewidoczne dla oka, jakby Mały Książę stał się biblią dla twórców. Bynajmniej nie stanowi to wady. Nie spotkałam się wcześniej z tym, aby dzieło filmowe, zasadniczo operujące obrazem, skupiło się tak bardzo na przekazywaniu innych bodźców. Zobaczyłam dotyk i w tym samym momencie go poczułam.
Niewielu tu bohaterów – zasadniczo jest chłopiec i dziewczyna, z czasem mężczyzna i kobieta. Madeline i Anioł. Ona niewidoma, on niewidzialny. Ona z pewnością ma rodziców – jego matka zmarła na oddziale psychiatrycznym. 
Anioł widzi Madeline, choć ona nie widzi jego.
Mówi jej, że jest bardzo ładna, mimo, iż nie wie, jak sam wygląda.
Bawi się z nią w chowanego. Niewidoma dziewczyna szuka niewidzialnego chłopca.
A potem Madeline wyjeżdża na operację, która przywraca jej wzrok. Znów szuka swojego Anioła, przekonując, że wciąż pewna jest jego istnienia. Prawdę mówiąc, wierzy w niego bardziej niż on w siebie.
Film bardzo niedoceniony, a szkoda. Podobnie jak Dusza i ciało, nie jest utworem dla każdego – akcja tu jeszcze wolniejsza, bohaterów mniej. Dużo radości, dużo romantyczności, ale i sporo melancholii, refleksji nad samotnością. Niektórzy mówią, że dziwne zakończenie. Inne byłoby nieadekwatne...


3. Wyznania gejszy (Rob Marshall, 2005) 

Chyba najbardziej znany film z akcją w Japonii. Podobnie jak poprzednie dzieła z tej listy – Dusza i ciało, Mój anioł, traktuje o miłości trudnej, napotykającej wiele przeciwności. Tym razem nie ma tu krzty fantastyki. Jest za to dziewięcioletnia dziewczynka, która wraz z piętnastoletnią siostrą zostaje sprzedana przez ojca. Pierwsza trafia do domu gejsz, druga do burdelu.
Mała Chiyo, przechrzczona potem na Sayuri, doświadcza okrutnego traktowania ze strony nowej „rodziny” – musi szanować wszystkich, pełnić role służebne, a o jej szczęście nikt nie dba. Jest bita i poniżana. Próżno w domu gejsz doszukiwać się miłości – toteż płaczącą na mieście dziewczynkę zainteresował się młody, bogaty mężczyzna, zwany przez resztę akcji po prostu Prezesem. Moment, gdy zabiera Chiyo na lody to największy przełom w jej życiu; skrzywdzone dziecko podejmuje walkę, by pewnego dnia zostać największą artystką w kraju. I jeszcze raz ujrzeć jedynego człowieka, który naprawdę był dla niej dobry.
Podpisuję się pod stwierdzeniem, że fabuła przypomina trochę historię Kopciuszka. Ten azjatycki Kopciuszek ponownie rozbudził zainteresowanie kulturą Kraju Kwitnącej Wiśni; na początku tego milenium intrygowały bardziej Chiny. Cesarskie, nie komunistyczne. Dlaczego warto zobaczyć Wyznania gejszy? Bo film jest miły dla oka, ma bardzo dopracowaną scenografię: prawdziwe japońskie kimona, prawdziwe japońskie domy, prawdziwe ceremonie. I prawdziwa miłość – osłoda nieszczęśliwego życia.

4. Upiór w operze (Joel Schumacher, 2004) 

Tego tytułu nie trzeba nikomu przedstawiać. Najpierw była książka, potem spektakl – a w 2004 roku pełnometrażowy film. Jeśli oglądać – bardzo proszę bez lektora. Lektor wszystko zepsuje. Muzyka jest piękna i nie wolno jej zagłuszać nudnym głosem czytającego. Lepiej, by widz nie rozumiał słów, niż żeby nie usłyszał muzyki. Może Emmy Rossum nie porywa tak jak Sara Brightman.
Może nie śpiewa tak wysoko jak Tarja Turunen.
Może nie ma tak delikatnego, kobiecego głosu jak Edyta Krzemień.
Ale śpiewa. A Upiór jest piękny w wielu wykonaniach – da się go przerobić na operę metalową albo wzorem Lindsey Stirling zagrać na skrzypcach. Zyskał mą dozgonną miłość. The Phantom of the opera is here....Inside my heart.

5. Dracula (Francis Ford Coppola, 1992) 

Filmów o krwiopijczym arystokracie powstało wiele, ale tylko ten ma rację bytu. Najwierniejszy powieści Brama Stokera, bez nadmiaru efektów specjalnych, wstawionych wyłącznie dla lepszego widowiska. W Draculi, zagranym przez Oldmana, można się po prostu zakochać.
Miłe Panie, jeśli szukacie romantycznego dżentelmena, miłującego i ubóstwiającego Was – będziecie zachwycone.
Mili Panowie, jeżeli znudził się Wam Zmierzch i jego liczne kopie z empikowych półek – zapoznajcie się z twórczością Coppoli.
Mili Państwo, jeżeli na hasło „Rumunia” myślicie o brudzie, smrodzie i ubóstwie, a Nicolae Ceauşescu to jedyny znany Wam władca Transylwanii – pędźcie do najbliższego sklepu po Draculę. W podskokach! Na jednej nodze.

Komentarze

  1. Niestety nie moje klimaty. W pewnym wieku najlepiej ogląda się komedie romantyczne
    Nieskomplikowana fabuła z nutą humoru to jest to. Ale dobrego humoru - a tego współczesnym komediom brakuje. Pozdrawiam🤗

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sądzę, że wszystkim filmom, jakie tu opisałam, bliżej do dramatu niż do komedii. Humor pojawia się w ilościach skąpych, znacznie więcej cierpienia. Ale dziękuję za opinię i pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  2. Intrygująca propozycja filmów na ten wyjątkowy wieczór. Muszę przyznać, że jeszcze z taką nie spotkałam się. Ciekawie opisałaś każdy z tych filmów - z pewnością mnie to zaciekawiło i z chęcią dwa pierwsze filmy obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie ten entuzjazm. Jestem ciekawa Twoich wrażeń.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ciemna strona ambicji – tragikomiczna historia japiszona z Lemingradu

Szkoła imienia Japiszona Wielkiego – druga część poczytnej opowiastki o rozczarowanej młodzieży

Wszystkie kobiety japiszona - trzecie spotkanie z najmłodszą warszawką