W obliczu epidemii: chwała niedocenionym!


Jeszcze 2 tygodnie temu Polacy byli przekonani, że zagrożenie ich nie dotyczy. O koronawirusie mówiło się w kontekście krajów azjatyckich. Potem zaraza dotarła do Europy. Wciąż nie czuliśmy zagrożenia – wszak nie jesteśmy we Włoszech. Kiedy narody germańskie zaczęły chorować, ludność po drugiej stronie Odry wiodła swoje spokojne, miałkie życie. Pewnego dnia miły człowiek przywiózł niespodziankę umiłowanej ojczyźnie. Pierwszy przypadek: województwo lubuskie.

Wirus rozprzestrzenia się szybko. Stłoczony plebs stoi w kolejkach, wykupując ryż, makaron, mydło i – o zgrozo! – papier toaletowy. Zupełnie, jakby miał umrzeć na sraczkę, a nie na grypę. Nieważne, czy odwiedzasz Biedronkę, Tesco czy Stokrotkę. Wszędzie jest podobnie. Nie kumają, że w skupisku znacznie więcej jest bakterii – nawijał Słoń przed 7 laty.
Czy przypuszczał, jak proroczymi okażą się jego słowa?  
Czy przewidział plagę, która pochłonie całą Europę?
Czy wiedział, że ultrateligijny naród polski będzie walczył o msze w kościołach i tradycyjny sposób przyjmowania Komunii, nie bacząc na zdrowie kapłanów i reszty wiernych? 

Codziennie liczba skażonych zwiększa się o 50%. W niedzielny poranek było ich 102, teraz przybyło i mamy 156. Jak ktoś biegle obsługuje kalkulator, dowie się, że w tym tygodniu spokojnie dobijemy do tysiąca. Przerażające, prawda?

A teraz pomyślcie o bohaterach tej apokalipsy.

O kasjerach, sprzedawcach, którzy obsługują tłumy januszy i grażyn, oddając im ostatnie opakowania ziarenek, kluseczek, obowiązkowo made in China. Ewentualnie made in Italy. Spanikowane pospólstwo nawet nie sili się na ksenofobię. Gdyby próbowało myśleć, stwierdziłoby podobieństwo między koronawirusem a makaronem. Zaczęli Chińczycy, rozpowszechnili Włosi.

O ratownikach, lekarzach, pielęgniarkach. Narażają się jeszcze bardziej niż sprzedawcy, pracują bez wytchnienia. Są jak żołnierze na pierwszej linii frontu. Wiedzą, że najgorsze dopiero przed nimi.

O restauracjach, które czasem stać na piękny gest wdzięczności. Widzicie, kochani Czytelnicy, dziś przed południem czytałam historię ratowników w Radzyminie. Głodni byli, więc kebaby zamówili. Właściciel lokalu napisał: Dzięki was ratujcie nasze życie od koronawius. Na rachunku zamiast 90 złotych widniała kwota 9 groszy.

Obywatelu, jeśli w tym momencie masz wszystko, czego Ci trzeba – zostań w domu. Nie rób sztucznego tłoku w sklepach.
Jeśli praca nie wzywa, byś siedział dziesięć godzin za biurkiem – zostań w domu. Nie dokładaj zajęć tym, którzy i tak mają jej sporo.
Jeśli nuda Ci doskwiera – szukaj zajęcia w domu. Czytaj książki, graj w gry planszowe lub karciane, obejrzyj film na DVD, słuchaj muzyki. Tak, jak ja.
Jeśli masz obawę, że Twoi uczniowie zmarnują koronaferie – wysyłaj mailem materiały dydaktyczne.
Jeśli nie zamówiłeś mszy, nie wspominasz zmarłego, nie chrzcisz dzieciaka – zostań w domu. Biskup zaleca to samo. 

Obywatelu, stosuj się do zaleceń, jeśli nie chcesz problemów. Moje życie też wywróciło się do góry nogami. Pomyśl jednak pozytywnie, poćwicz kreatywność. Znajdź zajęcie, dzwoń do dziadków. Albo schorowanych rodziców. I pamiętaj, że każda epidemia kiedyś się kończy. 

Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Ciemna strona ambicji – tragikomiczna historia japiszona z Lemingradu

Szkoła imienia Japiszona Wielkiego – druga część poczytnej opowiastki o rozczarowanej młodzieży

Wszystkie kobiety japiszona - trzecie spotkanie z najmłodszą warszawką