Te święte noce, te święte dnie

Dobiegł końca drugi dzień Świąt, ale oktawa jeszcze trwa. Mam wrażenie, że obchodzę najpiękniejsze Narodzenie Pańskie; dawniej nielubiane, stały się moim powodem radości. Ostatnie 3 dni spędziłam w 3 różnych domach na 3 różnych przyjęciach. Każde wyjątkowe.
Wigilia u wujostwa na Bielanach była najbardziej tradycyjna i konserwatywna – czytanie Biblii, modlitwa, na stole czerwony barszcz z uszkami, pierogi, kulebiak, pod koniec kluski z makiem. Potem choinka, kryjąca wielką obfitość prezentów. Święty Mikołaj nigdy nie obdarował mnie tak hojnie.

Kolejny dzień u nas. Trochę nowatorstwa: zagraniczna muzyka bożonarodzeniowa, pizza z działu mrożonek w Lidlu, czekoladowy pudding (arcydzieło taty). Dumnie zaprezentowałam moją kulinarną wizytówkę: sernik na piernikowym spodzie z powidłami i polewą czekoladową. Goście nie skąpili pochwał. Inicjatywa warta świeczki, mimo braku śniegu za oknem, mimo stresu związanego ze sprzątaniem, mimo zachodu wokół choinki, którą wspólnie z ojcem wybrałam i przystroiłam.

W domu mojego lubego najbardziej wesoło, luzacko: znajomi rodziców zamiast licznego klanu, co zjechałby się z całego Mazowsza, zachwyty nad ich dziewięcioletnią córeczką, co czaruje urodą i intelektem, pokaźne ilości alkoholu, co skłoniły wszystkich do opowiadania radosnych historyjek. Na dokładkę dwie przerwy w dostawie prądu, czyli stała atrakcja naszej miejscowości.

Trwa najlepszy okres w moim życiu, głęboko w to wierzę. Kiedyś nie lubiłam Bożego Narodzenia, bo kojarzyłam je ze straszliwą samotnością. Wcześniej, jako dziecko, przychodziłam na gotowe i nie wierzyłam, że są jeszcze jakieś obowiązki prócz wieszania bombek. Dziś współtworzę świąteczną atmosferę, a każdy wysiłek zostaje mi wynagrodzony.

Raz słyszałam, że nie można tęsknić za niebem, jeśli nie doświadczyło się go na ziemi. Te święte słowa będę musiała wydrukować, oprawić i powiesić na ścianie. W społeczeństwie panuje też pogląd, jakoby pośmiertny raj miał być nagrodą za dobre uczynki. Podanie o weryfikację tego stwierdzenia trzeba wysłać Panu Bogu, ewentualnie Piotrowi Apostołowi, koniecznie z prośbą o wyznaczenie progów punktowych rekrutacji do anielskiego chóru. Wybaczcie mi tę ironiczną uwagę....Nie byłam w niebie dla zmarłych, ale doświadczam zaczątków nieba dla żywych. Mnogość przyjęć, na które zapraszają mnie członkowie rodziny, przyjaciele, znajomi pozwala zaleczyć rany po trudnej przeszłości. Nadchodzi nowa epoka.

Pamiętajcie, aby pomóc Waszemu szczęściu. Nie ustawajcie w wysiłkach; pamiętajcie, że mimo straszliwej burzy i wszechobecnego potopu, Bóg w końcu pozwolił wyjść słońcu. Namalował tęczę. Czyńcie, co należy, jeśli chcecie kiedyś ją ujrzeć. On postara się o całą resztę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Ciemna strona ambicji – tragikomiczna historia japiszona z Lemingradu

Szkoła imienia Japiszona Wielkiego – druga część poczytnej opowiastki o rozczarowanej młodzieży

Wszystkie kobiety japiszona - trzecie spotkanie z najmłodszą warszawką