Wybrałam indyka - recenzja gry "Which"
Spytasz, jak się sprawy mają, bez wahania ci
odpowiem: choć go darzę sentymentem, rzadko bywam na Grochowie – nawijał
Tomasz Chada na ostatniej płycie. W odróżnieniu od zmarłego rapera, nie jestem
emocjonalnie związana z okolicami tak zwanego Wiatraka. Moi znajomi zamieszkują
głównie Targówek i Białołękę, pojedyncze przypadki mają chawiry w Śródmieściu. Z
wiadomych przyczyn musiałam ograniczyć prywatne wizyty; od ponad miesiąca nie
opuściłam granic powiatu wołomińskiego. Taki stan rzeczy ciąży nawet
introwertykowi. Próbuję patrzeć pozytywnie – mogę oddawać się pasjom, na które brakowało mi
przestrzeni. Kupiłam na Allegro kilka książek, od dawna niedostępnych w
księgarniach, wypróbowałam przepis na mazurek chałwowy (nikogo nie otrułam), pobrałam
na komputer kilka indyków. Tak, dobrze czytacie: INDYKÓW.
Indyki to inaczej indie games, czyli gry niezależne. Tworzone są przez jedną osobę, ewentualnie mały zespół, który nie
korzystał z funduszy wielkiej wytwórni. Wczoraj odpaliłam Which (zważajcie na pisownię, bo nie ma nic wspólnego z
czarownicami) autorstwa Filipińczyka zwanego Mike Inel. TOTALNIE NIC O NIM NIE WIADOMO. Oprócz narodowości.
Rozgrywka jest bardzo krótka,
jakieś 10-15 minut. Czarno-biała stylistyka i brak muzyki budują lekkie, acz stałe napięcie. Fabuła raczej klasyczna: budzimy się w zamkniętym
domu, z którego trzeba się wydostać. Otwierając szafki, szukamy kluczy do
kolejnych pomieszczeń. Jedna z niespodzianek jest taka, że będzie towarzyszyć nam będzie istota płci żeńskiej. Nie wiadomo do końca, czy jest
człowiekiem, czy demonem – ale nie ma to dużego znaczenia dla historii. Jej
życzliwość zależy od obranego wariantu gry.
Prostota stylistyki nie musi
oznaczać prymitywności dzieła. Pozbawiony cech protagonista poznaje zasady w
trakcie eksploracji domu, niekiedy zawarte w formie malowideł na ścianie. Każdy
kolejny rekwizyt informuje o dalszych wydarzeniach, nic nie pojawia się bez
absolutnej potrzeby. Wędrując po pokojach, zaczynamy
rozumieć, jaki będzie finał rozgrywki. Bez odpowiedzi pozostaje jednak pytanie,
jaką metodą nas tutaj zamknięto.
Jeżeli nie przepadacie za
grami, pod koniec tygodnia podzielę się z Wami refleksjami na temat 2 powieści.
Nie będą to recenzje jako takie, raczej luźne przemyślenia i spostrzeżenia. Póki
co, chciałam Was jeszcze raz zachęcić do zapoznania się z Which, niebędącym może wielkim majstersztykiem, ale wartą
zgłębienia ciekawostką. Do soboty!

Komentarze
Prześlij komentarz